Prekolumbijskie kodeksy mezoamerykańskie - podsumowanie

Dzieje mezoamerykańskich ksiąg w znaczącej mierze ukształtowały działania dających się zauważyć prawidłowości w funkcjonowaniu społeczności bez względu na kulturę, która je uformowała. Będąc medium treści niesprzyjających interesom najeźdźców, nośnikiem historii odbiegającej od oficjalnych wersji dziejów, zbiorem zawierającym nieprawomyślne ideologie czy uważane za nieprawdziwe religie, rękopiśmienne kodeksy ulegały celowej destrukcji, bądź manipulowano zawartymi w nich informacjami. Rola jaką odgrywały manuskrypty w kulturach narodów mezoamerykańskich miała wpływ nie tylko na nie ale ze względu na swoją rangę, w określony sposób oddziaływała na postępowanie najeźdźców, bez względu na to skąd przybywali. Kilka wieków po opisywanych w niniejszym tekście wydarzeniach Albert Einstein stwierdził, że do odtworzenia upadłej cywilizacji wystarczy jakaś liczba zdolnych do myślenia ludzi oraz zachowane książki[308]. Biorąc pod uwagę tę myśl można wysnuć wniosek, że niszczenie przez cywilizację europejską ksiąg będących owocem cywilizacji indiańskiej było jednym z głównych sposobów mających służyć do jej bezpowrotnego wykorzenienia. Dewastacja kodeksów, będąca skutkiem indiańskich sporów o dominację, wpisywała się w stosowane w Ameryce prekolumbijskiej manipulowanie informacjami, którego jednym z głównych sposobów było ich zacieranie przez niszczenie nośników, na których zostały umieszczone lub zmiana ich lokalizacji na mniej ważną. Znane są np. z historii Majów przypadki celowego usuwania kamiennych inskrypcji oraz przenoszenia całych steli do innych miast[309].

Dzieje mezoamerykańskich malowanych ksiąg na tle konfliktu kultury indiańskiej z europejską wynikającego z szerzej rozumianych okoliczności w jakich do niego doszło, akcentują również w bardziej ogólnym sensie, nie pierwszy i nie ostatni raz w historii, rozumienie znaczenia książki dla zachowania tożsamości kulturowej czy rozwoju cywilizacji. Zniszczenia poczynione przez Hiszpanów w okresie wczesno kolonialnym sprawiły, że poza nielicznymi wyjątkami, nieodwracalnie utracone zostały nie tylko zabytki indiańskiego piśmiennictwa ale wraz z nimi przepadła wiedza, którą obecnie próbuje się odzyskać innymi sposobami. Za przykład może posłużyć poznawanie prekolumbijskich dziejów Majów, które ma miejsce przede wszystkim dzięki odczytywaniu informacji zamieszczonych na materiałach bardziej trwałych niż papier, takich jak kamień czy ceramika[310].

Na podstawie przetrwałych dokumentów można stwierdzić, że forma mezoamerykańskich kodeksów prekolumbijskich była zbliżona w całym regionie. Różnice w stosowanych materiałach wynikały głównie z możliwości ich pozyskania lub dostępu do nich w poszczególnych rejonach. Wiele wskazuje na to, że wykorzystywano przede wszystkim surowce dostępne na miejscu. Mimo że większość zachowanych zabytków wykonana została ze skóry to wiele wskazuje na to, że w czasach prekolumbijskich głównym materiałem do wytwarzania rękopisów był papier, o czym świadczy np. określanie go tym samym słowem co książek. Jego wyrabianie pokrywało zapotrzebowanie zawiązane z tworzeniem ksiąg oraz częstym wykorzystywaniem podczas ceremonii i rytuałów. Manuskrypty Majów, których pismo uważane jest za kompletne i najbardziej rozwinięte wśród systemów powstałych w Nowym Świecie wyróżniają się spośród pozostałych ksiąg pewną standaryzacją, przynajmniej jeśli chodzi o kolorystkę[311]. Są przesłanki aby uważać, że praca nad nimi mogła przebiegać w ujednolicony sposób. Wśród Azteków – wbrew powszechnej opinii – pisaniem zajmowały się nie tylko osoby pochodzące z elit ale również przedstawiciele niższych warstw społecznych. Wśród innych ludów mezoamerykańskich mogło być podobnie. Rękopisy traktowano w sposób zbliżony do obchodzenia się z tego typu dokumentami w Europie przed upowszechnieniem się książek drukowanych. Należały one do przedmiotów bardzo wartościowych. Aby nie przepadły zawarte w nich treści gdy ulegały zniszczeniu, prawdopodobnie były przepisywane. Gromadzono je w archiwach i bibliotekach oraz w zbiorach prywatnych.

Mezoamerykańskie rękopiśmienne dokumenty od samego początku uważane były przez Europejczyków za książki. Tak się o nich wyrażał, gdy tylko zetknął się z nimi jeden z pierwszych misjonarzy przybyłych do Meksyku franciszkanin Motolinia[312]. Na początku XVII w. założyciel głównej biblioteki Uniwersytetu Oksfordzkiego Thomas Bodley oraz inni angielscy posiadacze indiańskich manuskryptów, tacy jak William Laud[313] oraz John Selden[314] nie postrzegali ich jako przedmiotów egzotycznych ale widzieli w nich spójne teksty literackie i traktowali je jak europejskie książki. Współczesny badacz Gordon Brotherston, wyszedłszy z założenia, że indiańskie księgi są kompletnymi książkami, uznał nawet za swego rodzaju nadużycie nazywanie ich słowem „kodeks”[315].